Czasem jestem malkontenką…  Na całej linii, przez cały dzień… Deszcz o minutę za długo padał, dziwnie spojrzał się przechodzień, biała  sznurówka upaprała się w błocie i akurat mama kazała kupić bluzkę. Nie cierpię  zakupów. Wchodzę do pierwszego, lepszego sklepu z miną zbitego psa, wsłuchując się w muzykę, która zamiast odprężać, doprowadza mnie do szału. W głowie od razu podobne związki frazeologiczne – psia pogoda – jest,  chęć kupienia czegoś za psie pieniądze… pieskie życie… – Kupię dzisiaj bluzkę – powtarzam sobie w głowie,  bo ktoś mi powiedział, że własne nastawienie może zdziałać cuda.

 – A całuj psa w nos!- myślę sobie i patrzę się na wieszaki. Jest naprawdę „pięknie”. Neonowe kolory rażą po oczach więc jak najszybciej zaczynam atakować wzrokiem miejsca, gdzie może być mój cel. Za mną „sale”, przede mną „sale”, obok mnie „sale”… „Sale” zaczyna mnie przytłaczać, ale też, co jest zamierzone, zachęca do podejścia bliżej

i poświęcenia uwagi ogromnej okazji, okazji, która może odmienić Twoje, tfu, MOJE życie, właśnie MOJE… – Jak oni dbają, bym za dużo nie wydała – myślę sobie i biorę w ręce karteczkę z ceną, zanim spodoba mi się bluzka. – 50%, cena 70 zł…  Zaraz, zaraz – mówię sobie w myślach i przenoszę się 2 miesiące wcześniej do tego sklepu, kiedy to ta sama bluzka kosztowała 90 zł bez obniżki…  Z ironicznym uśmiechem zwycięzcy, ostentacyjnie prycham i podążam do następnych bluzek. Też obniżki… Wybieram jedną

z nich… Pozostałe? Zły materiał, zła cena, zły rozmiar, złe, złe, złe. Idę do przymierzalni. Tutaj też czatuję na podstęp. Przymierzam bluzkę, a w myślach mam artykuł, w którym to zwracano nam, kobiecym hienom niskich cen, a wspaniałych ubrań, na pułapki. Wszystko się zgadza. Piękne oświetlenie, plakat informujący o wspaniałym, doskonałym, zniewalającym, świetnym, znakomitym, wybornym? wyborze, który utwierdza mnie

w próżnym poczuciu bycia perfekcyjną, zniewalającą, mądrą, rozsądną, przebiegłą, zapobiegawczą itd. kobietą. Śmieję się temu w nos, ale… ale… ale… Kurczę, ta bluzka naprawdę dobrze leży, nie widać fałdek na brzuszku, w ogóle jestem jakoś tak, hmm… szczupła, ładniejsza niż zawsze… Nawet przez przerwę między zasłoną przymierzalni obserwuje mnie ekspedientka i mówi, że dokonałam świetnego wyboru… – Taaa – mamroczę pod nosem i manierycznie zasłaniam się. Przychodzi mi do głowy trik używania odpowiednich luster wyszczuplających, co znowu podbudowuje mój egoizm. Przebieram się, ale mam świadomość tego, że muszę kupić w końcu jakąś bluzkę więc podążam następnie do kasy pokonana przez sklep. Przecież muszę w czymś chodzić ubrana…

Pytanie dla Was ;-) :


http://kwiqpoll.com/p/a22u/

Link do obrazka:

  1. PublicDomainPictures, 
    http://pixabay.com/pl/torba-skup-przeprowadzać-klientów-15841/
    ,  Licencja (CC0)